Po wczorajszej awanturze z Olivierem nie mogłam zmrużyć oka.
Cały czas dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Nie mogłam wyrzucić z siebie cichego
głosu obwiniającego mnie o wszystkie złe rzeczy, których dokonałam w ciągu tych
kilku dni. Dlatego kiedy do pokoju wtargnęła epika przygotowawcza, odetchnęłam
z ulgą. Po raz pierwszy cieszyłam się na ich widok.
- Dzień wywiadów! – zaszczebiotała wesoło Lauren, jakby nie pamiętając wczorajszej kłótni.
- Zrobimy z Ciebie oszałamiającą dziewczynę! – oznajmiła, a po chwili zastanowienia dodała – Nie żebyś teraz nią nie była…
Nastąpiła niezręczna chwila ciszy, Lauren nagle okazała wielkie zainteresowanie widokiem za oknem, a ja spuściłam swój wzrok na dywan. W końcu zdecydowałam się odezwać.
- Dobrze malujcie. – wskazałam na swoją bladą buzię i podeszłam do czarnego, sztywnego krzesła, stojącego naprzeciwko ogromnego lustra.
- Nie, nie kochanie, dzisiaj makijaż nie będzie Ci potrzebny. – poinformowała mnie słodkim głosem – I tak nie będzie widoczny.
Racja, z tego wszystkiego zapomniałam, że nikt z Kapitolu i Dystryktów (poza dziewiątką) nie miał okazji dotychczas ujrzeć mojej twarzy.
- Za to, przygotowaliśmy dla Ciebie, to znaczy twój stylista, który nie może dzisiaj się z Tobą spotkać, z powodów… ekhm… nieznanych… Przygotowaliśmy czarny strój, będziesz wyglądała jak Czarny Łabędź. – aż podskoczyła z podniecenia.
Położyła mi na łóżku długą, czarną suknię i starannie wygładziła rękami materiał, sprawdzając czy jest solidnie wyprasowana.
- Ubieraj się dzióbeczku, a my idziemy. – ręką pogoniła wizażystów i wspólnie opuścili pokój.
Kochanie, dzióbeczku… Nawet nie chcę wiedzieć jak zwraca się do męża. Przewróciłam oczami i zrzuciłam z siebie beżową piżamę. Następnie sięgnęłam po suknię i włożyłam ją przez głowę. Była idealnie dopasowana. Zwężała się w pasie, natomiast jej dolna część rozpływała się swobodnie czarnymi falami.
Wcisnęłam na nogi błyszczące, czarne baleriny ( chyba Lauren domyśliła się, że na szpilkach zabiłabym się jeszcze przed wyjściem z pokoju ) i przejrzałam się w lustrze.
Muszę przyznać, że efekt był całkiem niezły. Wykonałam kilka piruetów spoglądając na wirującą suknię. Niestety po chwili straciłam równowagę i z hukiem wylądowałam na ziemi.
- Ellen, żyjesz?! – do pokoju wkroczyła moja przerażona opiekunka – Dziecko, skaranie boskie z tobą. Zbieraj się z tej podłogi, jeszcze się pobrudzisz! – wykrzyknęła i pomogła mi wstać, odmawiając przy tym jakąś modlitwę.
Zza drzwi wyglądnął Aleks.
- Przyszedłem po maskę. – oznajmił
Ubrany był w czarny smoking i lakierkowane obuwie. Jedyną białą częścią tego stroju była kokardka, starannie uwiązana pod szyją.
- A żebyś się udusił. – pomyślałam z odrazą.
Jego włosy lśniły od żelu, był przylizany niczym tak zwani kujoni, nad którymi tak znęcał się w szkole.
Na mój widok zmarszczył brwi, ale nie wymówił ani słowa. Może zmęczyły go już ciągłe nieprzyzwoite komentarze na mój temat.
- Za chwilę. – warknęła Lauren – Wizażyści, wejść! – wrzasnęła. Nawet nie wiem co tak wyprowadziło ją z równowagi. Czy to mój upadek, czy sam widok Aleksa. Jeżeli to drugie, to lubię ją coraz bardziej.
- Zróbcie Ellen wysokiego, pełnego koka. – zarządziła – Ja idę po maski, Aleks siadaj. – wskazała na moje równo posłane łóżko. Wzdrygnęłam się, chyba dzisiaj czeka mnie noc spędzona na podłodze.
Ekipa momentalnie porwała mnie w swoje ręce i zaczesała mi dużego koka na czubku głowy. Kilka niesfornych kosmyków podpięli mi wsuwkami, a na końcu spryskali fryzurę lakierem do włosów.
Spoglądnęłam na odbicie m małym, podręcznym lusterku.
- Wyglądam jakbym miała na głowie gniazdo. – poskarżyłam się z niezadowoloną miną.
- Nic nowego. – zaśmiał się cicho Aleks, opierający głowę na mojej poduszce.
Spiorunowałam go wzrokiem, ale nie miałam zamiaru wdawać się w dyskusję.
- Albo… w sumie to… podoba mi się. – stwierdziłam beznamiętnym tonem, gdy do pokoju wchodziła Lauren.
Wręczyła mnie i temu idiocie dwie czarne maski, a potem wcisnęła mi do rąk bukiet białych róż.
- Ustawcie się obok siebie. – zarządziła ostro.
Posłuchaliśmy.
- A teraz chwyćcie się za ręcę.
- Wolę już włożyć rękę do gówna. – zaprotestowałam, a kujon w smokingu tylko prychnął i mruknął coś pod nosem.
- Nieważne. – stwierdziła obojętnie i jeszcze raz zmierzyła nas surowym wzrokiem. Od góry do dołu. – Znośnie. – powiedziała w końcu i opuściła pomieszczenie, a na korytarzu dodała jeszcze:
- Spotykamy się na dole, za 20 minut.
- Dzień wywiadów! – zaszczebiotała wesoło Lauren, jakby nie pamiętając wczorajszej kłótni.
- Zrobimy z Ciebie oszałamiającą dziewczynę! – oznajmiła, a po chwili zastanowienia dodała – Nie żebyś teraz nią nie była…
Nastąpiła niezręczna chwila ciszy, Lauren nagle okazała wielkie zainteresowanie widokiem za oknem, a ja spuściłam swój wzrok na dywan. W końcu zdecydowałam się odezwać.
- Dobrze malujcie. – wskazałam na swoją bladą buzię i podeszłam do czarnego, sztywnego krzesła, stojącego naprzeciwko ogromnego lustra.
- Nie, nie kochanie, dzisiaj makijaż nie będzie Ci potrzebny. – poinformowała mnie słodkim głosem – I tak nie będzie widoczny.
Racja, z tego wszystkiego zapomniałam, że nikt z Kapitolu i Dystryktów (poza dziewiątką) nie miał okazji dotychczas ujrzeć mojej twarzy.
- Za to, przygotowaliśmy dla Ciebie, to znaczy twój stylista, który nie może dzisiaj się z Tobą spotkać, z powodów… ekhm… nieznanych… Przygotowaliśmy czarny strój, będziesz wyglądała jak Czarny Łabędź. – aż podskoczyła z podniecenia.
Położyła mi na łóżku długą, czarną suknię i starannie wygładziła rękami materiał, sprawdzając czy jest solidnie wyprasowana.
- Ubieraj się dzióbeczku, a my idziemy. – ręką pogoniła wizażystów i wspólnie opuścili pokój.
Kochanie, dzióbeczku… Nawet nie chcę wiedzieć jak zwraca się do męża. Przewróciłam oczami i zrzuciłam z siebie beżową piżamę. Następnie sięgnęłam po suknię i włożyłam ją przez głowę. Była idealnie dopasowana. Zwężała się w pasie, natomiast jej dolna część rozpływała się swobodnie czarnymi falami.
Wcisnęłam na nogi błyszczące, czarne baleriny ( chyba Lauren domyśliła się, że na szpilkach zabiłabym się jeszcze przed wyjściem z pokoju ) i przejrzałam się w lustrze.
Muszę przyznać, że efekt był całkiem niezły. Wykonałam kilka piruetów spoglądając na wirującą suknię. Niestety po chwili straciłam równowagę i z hukiem wylądowałam na ziemi.
- Ellen, żyjesz?! – do pokoju wkroczyła moja przerażona opiekunka – Dziecko, skaranie boskie z tobą. Zbieraj się z tej podłogi, jeszcze się pobrudzisz! – wykrzyknęła i pomogła mi wstać, odmawiając przy tym jakąś modlitwę.
Zza drzwi wyglądnął Aleks.
- Przyszedłem po maskę. – oznajmił
Ubrany był w czarny smoking i lakierkowane obuwie. Jedyną białą częścią tego stroju była kokardka, starannie uwiązana pod szyją.
- A żebyś się udusił. – pomyślałam z odrazą.
Jego włosy lśniły od żelu, był przylizany niczym tak zwani kujoni, nad którymi tak znęcał się w szkole.
Na mój widok zmarszczył brwi, ale nie wymówił ani słowa. Może zmęczyły go już ciągłe nieprzyzwoite komentarze na mój temat.
- Za chwilę. – warknęła Lauren – Wizażyści, wejść! – wrzasnęła. Nawet nie wiem co tak wyprowadziło ją z równowagi. Czy to mój upadek, czy sam widok Aleksa. Jeżeli to drugie, to lubię ją coraz bardziej.
- Zróbcie Ellen wysokiego, pełnego koka. – zarządziła – Ja idę po maski, Aleks siadaj. – wskazała na moje równo posłane łóżko. Wzdrygnęłam się, chyba dzisiaj czeka mnie noc spędzona na podłodze.
Ekipa momentalnie porwała mnie w swoje ręce i zaczesała mi dużego koka na czubku głowy. Kilka niesfornych kosmyków podpięli mi wsuwkami, a na końcu spryskali fryzurę lakierem do włosów.
Spoglądnęłam na odbicie m małym, podręcznym lusterku.
- Wyglądam jakbym miała na głowie gniazdo. – poskarżyłam się z niezadowoloną miną.
- Nic nowego. – zaśmiał się cicho Aleks, opierający głowę na mojej poduszce.
Spiorunowałam go wzrokiem, ale nie miałam zamiaru wdawać się w dyskusję.
- Albo… w sumie to… podoba mi się. – stwierdziłam beznamiętnym tonem, gdy do pokoju wchodziła Lauren.
Wręczyła mnie i temu idiocie dwie czarne maski, a potem wcisnęła mi do rąk bukiet białych róż.
- Ustawcie się obok siebie. – zarządziła ostro.
Posłuchaliśmy.
- A teraz chwyćcie się za ręcę.
- Wolę już włożyć rękę do gówna. – zaprotestowałam, a kujon w smokingu tylko prychnął i mruknął coś pod nosem.
- Nieważne. – stwierdziła obojętnie i jeszcze raz zmierzyła nas surowym wzrokiem. Od góry do dołu. – Znośnie. – powiedziała w końcu i opuściła pomieszczenie, a na korytarzu dodała jeszcze:
- Spotykamy się na dole, za 20 minut.
Nim się obejrzałam, cała nasza czwórka stała już za sceną,
na której lada chwila miały odbyć się wywiady z tegorocznymi trybutami.
Oliver od początku dnia, nie zaszczycił mnie ani jednym spojrzeniem.
Z nerwów zaczęłam wystukiwać butem melodię mojej ulubionej piosenki o kamienną posadzkę.
- Co mam robić? – zwróciłam się po kilku minutach do Oliviera.
- Myślę, że sama wiesz to najlepiej. – odparł lekceważącym tonem, nawet nie podnosząc na mnie wzroku.
Błagalnie spojrzałam w stronę Lauren, nie miałam pomysłu, żadnego planu w zanadrzu. Nic, pustka.
Ciężko westchnęła, lecz odpowiedziała na zadane pytanie.
- Bądź tajemnicza, udawaj, że nie przejmujesz się wczorajszą punktacją, sprawiaj wrażenie pewnej siebie, jakby to wszystko było częścią jakiegoś zagadkowego planu…
A co do Ciebie Aleks – zwróciła się do przylizanego idioty – A ty… - zawiesiła głos, zastanawiając się co powinna mu doradzić. – Bądź sobą! Pewny siebie, sarkastyczny, z nutką grozy i tajemniczości, przystojny. Wszystkie na to polecą.
- Ja nie. – odkaszlnęłam głośno.
- Nawet ty, uwierz mi. – szepnął mi do ucha i oddalił się, znikając mi z oczu za dużym filarem.
Po kilku minutach wywołali pierwszego trybuta. Byłam jednak zbyt zestresowana, żeby słuchać co mówią, a tym bardziej doszukiwać się sensu w tych wypowiedziach.
Chciałam po prostu dobrze wypaść, tylko na tym mi zależało.
Grono oczekujących na swoją kolej zawężało się, a ja denerwowałam się coraz bardziej. Zauważyłam, że śliczna, blond włosa dziewczyna z Dwunastki i jej mały kolega bacznie mi się przyglądają. Przez moment wydawało mi się nawet, że posłała mi lekki uśmiech.
Nie zdążyłam jednak tego przeanalizować, gdyż właśnie usłyszałam swoje imię i nazwisko.
- Ellen Pierce, Dystrykt 9!
Serce podeszło mi do gardła, a wszystkie wnętrzności skurczyły się do mikroskopijnych rozmiarów. Na drżących nogach wyszłam na scenę. Oślepiło mnie światło, padające na mnie z olbrzymich reflektorów. Musiałam zasłonić oczy ręką.
Ponadto czułam na sobie wzrok wszystkich mieszkańców Kapitolu i kamer, które uważnie śledziły każdy mój ruch.
Na środku czekał już na mnie Caesar Flickerman. Starałam się nie spoglądać na liczącą kilkanaście tysięcy publiczność. Prowadzący, jak zwykle uśmiechnięty od ucha do ucha, chwycił mnie za rękę i podprowadził do obitego w białą skórę fotela.
- Och Ellen, Ellen… z Ciebie to jedna wielka zagadka. – zaczął Ceasar cały czas promiennie się uśmiechając i próbując dodać mi otuchy.
Siliłam się na sztuczny uśmiech by sprawiać wrażenie przyjaznej osoby.
- Powiedz mi… Uzyskałaś najgorszy wynik podczas wczorajszej prezentacji umiejętności. Co poszło nie tak?
Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że całe państwo mnie teraz obserwuje i oczekuje odpowiedzi. Ludzie, czy wy do cholery nie macie lepszego zajęcia?!
- Kto powiedział, że coś poszło nie tak? – udawałam zaskoczoną – Wszystko odbyło się w jak najlepszym porządku. – uporczywie chciałam, żeby mój głos brzmiał pewnie.
- Ale otrzymałaś tylko cztery punkty! – Caesar nie ukrywał zdziwienia moją odpowiedzią.
- Może tak miało być… - odparłam cicho, odrywając jeden płatek z bukietu białych róż.
- Dobra, o nic więcej nie pytam. – zaśmiał się i uniósł ręce w geście kapitulacji, kryjac przy tym swoje zdezorientowanie zaistniałą sytuacją.
Czekałam na kolejne pytanie, jednak nie zadał go, cały czas wpatrując się we mnie spod przymrużonych oczu. Posłałam w jego stronę pytające spojrzenie.
- Szczerze mówiąc, nie wiem o co mogę Cię zapytać. Zwykle nie mam z tym najmniejszego problemu, ale ty… ty jesteś inna. Jesteś chyba największą tajemnicą w historii Igrzysk. Ta czarna maska… co ona ukrywa? To pytanie z pewnością zadają sobie teraz wszyscy mieszkańcy Panem. Co im powiesz?
- Jestem niesamowicie głodna. – odrzekłam bez zastanowienia i położyłam dłoń na brzuchu – Przez to całe zamieszanie z wywiadami, nie jadałam dzisiaj śniadania.
Caesar popatrzył na mnie jakbym uciekła z zakładu psychiatrycznego po czym wybuchnął głośnym śmiechem. Publiczność poszła w jego ślady, po chwili scena drżała pod wpływem roześmianego społeczeństwa.
- Wiesz co? – zapytał kiedy już zdążył się uspokoić.
- Co mam wiedzieć? – spytałam łagodnie.
- Intrygujesz mnie. Obiecuję Ci, że postawię w zakładach na Ciebie.
- Jestem pewna, że powtarzasz to każdemu trybutowi. – machnęłam ręką, udając obojętność, ale mój żołądek odtańczył w tym samym czasie kankana ze szczęścia.
- A słyszałaś, żebym komuś to dzisiaj powiedział? – uniósł brwi, czekając na odpowiedź.
- Szczerze mówiąc, to nie słuchałam poprzednich wywiadów. – przyznałam ze skruchą - Byłam skupiona na utrzymaniu tego bukietu w swoich drżących rękach.
Prowadzący udał smutek, wspomniał coś o niepotrzebnych nerwach naszych młodych uczestników, po czym wyskoczył z pewną propozycją.
- Mam pomysł. – zatarł ręce z ekscytacji – Trzymasz w dłoni piękny bukiet. Rzuć nim w nich. – wskazał na trybutów, którzy siedzieli z tyłu sceny na miękkich, czarnych fotelach. – Ten kto złapie kwiaty, wygra tegoroczne Igrzyska Głodowe.
Zgodziłam się po czym wstałam i wyszłam na środek sceny. Popatrzyłam na ludzi siedzących naprzeciwko mnie. Oczy im lśniły z radości i zniecierpliwienia.
Lekko rzuciłam bukiet w górę, tuż nad swoją głową. Po pięciu sekundach wpadł ponownie w moje ręce.
- O, popatrz. – udawałam zdziwienie – Ja go złapałam.
Flickerman po raz drugi wybuchł niekontrolowanym śmiechem, a publiczność ponownie mu zawtórowała. Byli jak jego cień, płakali i śmiali się razem z nim.
Po dojściu do siebie wyszedł na środek i stanął obok mnie.
- Niezłe z Ciebie ziółko. – mrugnął okiem i uśmiechnął się ukazując przy tym rządek równych, idealnie białych zębów. Po czym wziął mnie za rękę i uniósł ją wysoko.
- Panie i Panowie, Ellen Pierce! – zawołał, a Kapitolińczycy nagrodzili nas gromkimi brawami.
Oliver od początku dnia, nie zaszczycił mnie ani jednym spojrzeniem.
Z nerwów zaczęłam wystukiwać butem melodię mojej ulubionej piosenki o kamienną posadzkę.
- Co mam robić? – zwróciłam się po kilku minutach do Oliviera.
- Myślę, że sama wiesz to najlepiej. – odparł lekceważącym tonem, nawet nie podnosząc na mnie wzroku.
Błagalnie spojrzałam w stronę Lauren, nie miałam pomysłu, żadnego planu w zanadrzu. Nic, pustka.
Ciężko westchnęła, lecz odpowiedziała na zadane pytanie.
- Bądź tajemnicza, udawaj, że nie przejmujesz się wczorajszą punktacją, sprawiaj wrażenie pewnej siebie, jakby to wszystko było częścią jakiegoś zagadkowego planu…
A co do Ciebie Aleks – zwróciła się do przylizanego idioty – A ty… - zawiesiła głos, zastanawiając się co powinna mu doradzić. – Bądź sobą! Pewny siebie, sarkastyczny, z nutką grozy i tajemniczości, przystojny. Wszystkie na to polecą.
- Ja nie. – odkaszlnęłam głośno.
- Nawet ty, uwierz mi. – szepnął mi do ucha i oddalił się, znikając mi z oczu za dużym filarem.
Po kilku minutach wywołali pierwszego trybuta. Byłam jednak zbyt zestresowana, żeby słuchać co mówią, a tym bardziej doszukiwać się sensu w tych wypowiedziach.
Chciałam po prostu dobrze wypaść, tylko na tym mi zależało.
Grono oczekujących na swoją kolej zawężało się, a ja denerwowałam się coraz bardziej. Zauważyłam, że śliczna, blond włosa dziewczyna z Dwunastki i jej mały kolega bacznie mi się przyglądają. Przez moment wydawało mi się nawet, że posłała mi lekki uśmiech.
Nie zdążyłam jednak tego przeanalizować, gdyż właśnie usłyszałam swoje imię i nazwisko.
- Ellen Pierce, Dystrykt 9!
Serce podeszło mi do gardła, a wszystkie wnętrzności skurczyły się do mikroskopijnych rozmiarów. Na drżących nogach wyszłam na scenę. Oślepiło mnie światło, padające na mnie z olbrzymich reflektorów. Musiałam zasłonić oczy ręką.
Ponadto czułam na sobie wzrok wszystkich mieszkańców Kapitolu i kamer, które uważnie śledziły każdy mój ruch.
Na środku czekał już na mnie Caesar Flickerman. Starałam się nie spoglądać na liczącą kilkanaście tysięcy publiczność. Prowadzący, jak zwykle uśmiechnięty od ucha do ucha, chwycił mnie za rękę i podprowadził do obitego w białą skórę fotela.
- Och Ellen, Ellen… z Ciebie to jedna wielka zagadka. – zaczął Ceasar cały czas promiennie się uśmiechając i próbując dodać mi otuchy.
Siliłam się na sztuczny uśmiech by sprawiać wrażenie przyjaznej osoby.
- Powiedz mi… Uzyskałaś najgorszy wynik podczas wczorajszej prezentacji umiejętności. Co poszło nie tak?
Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że całe państwo mnie teraz obserwuje i oczekuje odpowiedzi. Ludzie, czy wy do cholery nie macie lepszego zajęcia?!
- Kto powiedział, że coś poszło nie tak? – udawałam zaskoczoną – Wszystko odbyło się w jak najlepszym porządku. – uporczywie chciałam, żeby mój głos brzmiał pewnie.
- Ale otrzymałaś tylko cztery punkty! – Caesar nie ukrywał zdziwienia moją odpowiedzią.
- Może tak miało być… - odparłam cicho, odrywając jeden płatek z bukietu białych róż.
- Dobra, o nic więcej nie pytam. – zaśmiał się i uniósł ręce w geście kapitulacji, kryjac przy tym swoje zdezorientowanie zaistniałą sytuacją.
Czekałam na kolejne pytanie, jednak nie zadał go, cały czas wpatrując się we mnie spod przymrużonych oczu. Posłałam w jego stronę pytające spojrzenie.
- Szczerze mówiąc, nie wiem o co mogę Cię zapytać. Zwykle nie mam z tym najmniejszego problemu, ale ty… ty jesteś inna. Jesteś chyba największą tajemnicą w historii Igrzysk. Ta czarna maska… co ona ukrywa? To pytanie z pewnością zadają sobie teraz wszyscy mieszkańcy Panem. Co im powiesz?
- Jestem niesamowicie głodna. – odrzekłam bez zastanowienia i położyłam dłoń na brzuchu – Przez to całe zamieszanie z wywiadami, nie jadałam dzisiaj śniadania.
Caesar popatrzył na mnie jakbym uciekła z zakładu psychiatrycznego po czym wybuchnął głośnym śmiechem. Publiczność poszła w jego ślady, po chwili scena drżała pod wpływem roześmianego społeczeństwa.
- Wiesz co? – zapytał kiedy już zdążył się uspokoić.
- Co mam wiedzieć? – spytałam łagodnie.
- Intrygujesz mnie. Obiecuję Ci, że postawię w zakładach na Ciebie.
- Jestem pewna, że powtarzasz to każdemu trybutowi. – machnęłam ręką, udając obojętność, ale mój żołądek odtańczył w tym samym czasie kankana ze szczęścia.
- A słyszałaś, żebym komuś to dzisiaj powiedział? – uniósł brwi, czekając na odpowiedź.
- Szczerze mówiąc, to nie słuchałam poprzednich wywiadów. – przyznałam ze skruchą - Byłam skupiona na utrzymaniu tego bukietu w swoich drżących rękach.
Prowadzący udał smutek, wspomniał coś o niepotrzebnych nerwach naszych młodych uczestników, po czym wyskoczył z pewną propozycją.
- Mam pomysł. – zatarł ręce z ekscytacji – Trzymasz w dłoni piękny bukiet. Rzuć nim w nich. – wskazał na trybutów, którzy siedzieli z tyłu sceny na miękkich, czarnych fotelach. – Ten kto złapie kwiaty, wygra tegoroczne Igrzyska Głodowe.
Zgodziłam się po czym wstałam i wyszłam na środek sceny. Popatrzyłam na ludzi siedzących naprzeciwko mnie. Oczy im lśniły z radości i zniecierpliwienia.
Lekko rzuciłam bukiet w górę, tuż nad swoją głową. Po pięciu sekundach wpadł ponownie w moje ręce.
- O, popatrz. – udawałam zdziwienie – Ja go złapałam.
Flickerman po raz drugi wybuchł niekontrolowanym śmiechem, a publiczność ponownie mu zawtórowała. Byli jak jego cień, płakali i śmiali się razem z nim.
Po dojściu do siebie wyszedł na środek i stanął obok mnie.
- Niezłe z Ciebie ziółko. – mrugnął okiem i uśmiechnął się ukazując przy tym rządek równych, idealnie białych zębów. Po czym wziął mnie za rękę i uniósł ją wysoko.
- Panie i Panowie, Ellen Pierce! – zawołał, a Kapitolińczycy nagrodzili nas gromkimi brawami.
Kiedy pojawiłam się za sceną, zawodowcy obrzucili mnie
pełnymi oburzenia i pogardy spojrzeniami.
Pewnie wkurzyli się o ten bukiet. – pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie.
- Ellen, słońce, byłaś cudowna! – Lauren pochwyciła mnie w swoje ramiona i ucałowała powietrze unoszące się koło moich policzków. – Zwaliłaś ich z nóg! – zaklaskała i zdjęła mi maskę z twarzy. – Przede mną nie musisz się ukrywać. – obdarzyła mnie jednym ze swoich uśmiechów z serii ,,jestem z ciebie taka dumna, nie zepsuj tego”.
- Dobra robota. – ktoś poklepał mnie po ramieniu. Kątem oka dostrzegłam, że był to Olivier.
- Winy odkupione? – spytałam nieśmiało, bojąc się spojrzeć mu w oczy.
- Jasne! – odparł i przytulił mnie.
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że to mój tata. Położyłam głowę na jego piersi i przez chwilę trwaliśmy w takim uścisku.
- Koniec tego dobrego. – Oliver ze śmiechem odsunął mnie od siebie i spojrzał na ekran, znajdujący się ponad naszymi głowami.
Podążyłam za nim wzrokiem.
Na fotelu, już wygodnie rozsiadł się Aleks, sprawiający wrażenie człowieka, któremu wszystko zwisa, lata i powiewa.
- Masz cięty język! – Caesar z uznaniem poklepał go po ramieniu. – Dobraliście się idealnie razem z twoją przyjaciółką, prawda
- To nie jest moja przyjaciółka. – poinformował go chłopak stanowczym tonem.
- Nie lubicie się? – zapytał prowadzący pełen zainteresowania tą kwestią.
- To mało powiedziane. – prychnął Aleks po czym obniżył głos i dodał – Będzie pierwszą osobą, którą zabiję, kiedy tylko znajdziemy się na arenie.
Pewnie wkurzyli się o ten bukiet. – pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie.
- Ellen, słońce, byłaś cudowna! – Lauren pochwyciła mnie w swoje ramiona i ucałowała powietrze unoszące się koło moich policzków. – Zwaliłaś ich z nóg! – zaklaskała i zdjęła mi maskę z twarzy. – Przede mną nie musisz się ukrywać. – obdarzyła mnie jednym ze swoich uśmiechów z serii ,,jestem z ciebie taka dumna, nie zepsuj tego”.
- Dobra robota. – ktoś poklepał mnie po ramieniu. Kątem oka dostrzegłam, że był to Olivier.
- Winy odkupione? – spytałam nieśmiało, bojąc się spojrzeć mu w oczy.
- Jasne! – odparł i przytulił mnie.
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie, że to mój tata. Położyłam głowę na jego piersi i przez chwilę trwaliśmy w takim uścisku.
- Koniec tego dobrego. – Oliver ze śmiechem odsunął mnie od siebie i spojrzał na ekran, znajdujący się ponad naszymi głowami.
Podążyłam za nim wzrokiem.
Na fotelu, już wygodnie rozsiadł się Aleks, sprawiający wrażenie człowieka, któremu wszystko zwisa, lata i powiewa.
- Masz cięty język! – Caesar z uznaniem poklepał go po ramieniu. – Dobraliście się idealnie razem z twoją przyjaciółką, prawda
- To nie jest moja przyjaciółka. – poinformował go chłopak stanowczym tonem.
- Nie lubicie się? – zapytał prowadzący pełen zainteresowania tą kwestią.
- To mało powiedziane. – prychnął Aleks po czym obniżył głos i dodał – Będzie pierwszą osobą, którą zabiję, kiedy tylko znajdziemy się na arenie.
Świetny rozdział ! :3
OdpowiedzUsuńMój ulubiony ! :d
Uwielbiam Aleksa xd
Czekam na następny ! :d
Team Aleks czy Team Daniel? ^^
UsuńŚwietnie piszesz :) Życzę weny!
OdpowiedzUsuń