Dzisiaj
był ostatni dzień treningów.
Trzymałam się z dala od łuku, natomiast dużo czasu spędziłam przy stoisku z nożami i mieczami. Pod koniec jeszcze raz próbowałam opanować sztukę maskowania się, ale nic to nie dało. Byłam w tym beznadziejna. W ostatnim dniu więcej czasu poświęciłam też na przyglądaniu się innym zawodowcom. Muszę przyznać, że nie było słabego ogniwa w tym roku. Każdy coś potrafił i popisywał się przed innymi. Aleks potrafił podnieść każdy ciężki przedmiot i rzucać celnie nożami z zamkniętymi oczami.
Nie chciałam jednak by zobaczył na mojej twarzy podziw więc udawałam, że nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia.
Zauważyłam, że jedna rzecz na której się skupiam tutaj najbardziej to udawanie. Udawanie, że świetnie się bawię na treningach. Udawanie, że jestem w czymś dobra. Udawanie, że przestrogi zawodowców mnie nie ruszają. Udawanie, że mam szanse przeżyć…
Po treningach mieliśmy kilka godzin czasu na odpoczynek, a w godzinach wieczornych odbyło się sprawdzanie umiejętności.
Nie ukrywam, że byłam bardzo zdenerwowana, zależało mi na dobrej ocenie, gdyż nie mając sojuszników, przydali by mi się chociaż sponsorzy.
Równo o godzinie 18, razem z Aleksem pojawiłam się w poczekalni, przed ośrodkiem szkoleniowym. Należeliśmy do 9 Dystryktu, a więc występowaliśmy jako jedni z ostatnich.
Zajęliśmy wolne miejsca w tyle i czekaliśmy aż zaczną wywoływać trybutów z 1 Dystryktu, których swoją drogą jeszcze nie było.
Zjawili się dopiero po 20 minutach. Mimo swojego spóźnienia nie wyglądali na podenerwowanych. Albo naprawdę ich to nie obchodziło, albo sztukę ukrywania emocji mieli opanowaną do perfekcji. Ja byłam bardzo dobra w wyczytywaniu ludzkich uczuć, miałam oko do detali, jednak tym razem nie udało mi się nic wyczytać z ich twarzy.
Dziewczyna miała kręcone, blond włosy, sięgające pasa, była średniego wzrostu, jej oczy przypominały kolor złota. Muszę przyznać, że była naprawdę ładna, pewnie zgarnie wszystkich sponsorów płci męskiej. Nie była jednak tak szczupła jak Nathalie. Podkreślała swoje kobiece kształty. Na plakietce przyczepionej to stroju wygrawerowane było imię: Tris.
Jej partnerem z 2 Dystryktu był Gabriel. Jego imię totalnie nie pasowało do wyglądu. Jak dla mnie pod tym imieniem kryje się postawa delikatnego, wrażliwego chłopca. Tymczasem był to wielki, umięśniony chłopak, a jego czarne oczy były przepełnione nienawiścią. Miał bardzo ciemną karnację, jak murzyn. Jego czarnych, króciutkich włosów, praktycznie nie było widać. A jego idealnie białe zęby wyszczerzone były w przeraźliwym uśmiechu.
Para zajęła ostatnie wolne miejsca i wszyscy siedzieliśmy pogrążeni w zupełnej ciszy.
Po kilku minutach usłyszeliśmy kobiecy głos, wypływający z głośnika nad nami.
- Nathalie Hale, Dystrykt 1, proszona na sale.
Trybutka wstała i pewnym krokiem podeszła do drzwi, otworzyły się, zdążyła jeszcze szybko posłać mi wrogie spojrzenie a następnie zniknęła w sali ośrodka szkoleniowego.
Po 10 minutach zawołali chłopaka z Jedynki.
I tak po kolei, każdy wezwany opuszczał poczekalnie. Po dwóch godzinach zostało już mniej niż połowa uczestników.
- Jennifer Alison, Dystrykt 8, proszona na salę. – rozbrzmiał głos.
Dziewczyna podniosła się z krzesła i niepewnym krokiem ruszył do drzwi. Zaczęłam się straszliwie denerwować, jeszcze około 20 minut i nadejdzie moja kolej.
Mocno zacisnęłam dłonie i zagryzłam wargę. Zamknęłam oczy i zaczęłam wystukiwać butem rytm w lśniącą posadzkę, to zawsze mnie uspokajało. Tym razem nawet to nie pomogło. Kiedy wezwali chłopaka z Ósemki, moje serce biło jak oszalałe. Nie mogłam nic zrobić, żeby opanować nerwy. Miałam wrażenie, że zaraz mnie rozsadzi. Zrobiłam kilka głębokich wdechów i wtedy to usłyszałam.
- Ellen Pierce, Dystrykt 9, proszona na salę.
Wstałam i najwolniej jak się da podeszłam do drzwi. Rozsunęły się, a ja zrobiłam krok przód. Gdy tylko przekroczyłam linię, drzwi szybko się zasunęły. Zdenerwowana odskoczyłam.
Nie mogę pokazać im, że się boję. – pomyślałam – Muszę dostać jak najwięcej punktów.
Z uniesioną głową wyszłam na środek sali. Oceniający siedzieli po drugiej stronie pomieszczenia, na znajdującym się bardzo wysoko ogromnym balkonie.
- Ellen Pierce. – powiedziałam lekko drżącym głosem.
- Pokaż co potrafisz. – zwrócił się do mnie, a raczej do mikrofonu, organizator Igrzysk.
Nerwowo rozglądnęłam się po stoiskach i ogarnęła mnie panika.
Przez to wszystko nawet nie zdecydowałam co chcę im pokazać!
Miałam na to cały dzień, a tymczasem nawet o tym nie pomyślałam! Nie mogłam dowierzyć swojej własnej głupocie. Nie chciałam się jednak załamywać.
Szybka decyzja. – pomyślałam i nim zdążyłam cokolwiek postanowić moje nogi same powędrowały w kierunku rozłożonych na stole mieczy.
Wybrałam jeden, ten sam, którym walczyłam z Paulem i ustawiłam się przodem do organizatorów.
- Gotowa. – oznajmiłam głośno i nacisnęłam czerwony guzik.
Pojawił się przede mną olbrzymi manekin. Zacisnęłam palce na rękojeści miecza i uważnie wpatrywałam się w wyimaginowanego
przede mną człowieka. Postąpiłam mały krok do przodu, czekając na jego ruch. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale zanim zdążyłam to przemyśleć, zaatakował.
Wbił mi swój wykreowany komputerowo miecz prosto w brzuch.
Zgięłam się w pasie i zawyłam z bólu. Kto by pomyślał, że uderzenie czymś nieistniejącym może tak boleć.
Odruchowo cofnęłam się i po kilku sekundach natarłam na przeciwnika z podwójną siłą. W sam środek klatki piersiowej, pięknie. Poczułam, że moje spięte mięśnie nieco się rozluźniają, więc nie czekając na jego ruch, jeszcze raz wbiłam mu ostrze miecza w brzuch.
Było to tak mocne uderzenie, że powaliło mojego wyimaginowanego wroga na posadzkę. Zadowolona zwróciłam głowę w stronę organizatorów, przekonana, że walka jest już skończona. Nie mogłam się bardziej mylić. Manekin wykorzystał moją chwilę nie uwagi, zwlókł się z ziemi i zaatakował mnie od tyłu.
Poczułam, że niematerialny miecz wbija mi się w ramię.
Wypuściłam miecz z ręki, ugięłam kolana i uklęknęłam na ziemi.
Po omacku zaczęłam szukać mojego miecza na ziemi, jednak nie udało mi się go dosięgnąć. Przeciwnik podłożył mi miecz do gardła. Zastygliśmy w takiej pozycji na kilka sekund. Było wiadome, że wygrał. Zniknął więc, a ja siedząc na ziemi nieśmiało podniosłam wzrok na jury. Byłam skończona i bardzo dobrze zdawałam sobie z tego sprawę.
Podniosłam się i stanęłam na drżących nogach.
Organizatorzy patrzyli na mnie rozbawieni.
- Hmm… Dziękujemy panno Pierce. Pokaz zakończony.
Spuściłam głowę i ruszyłam w stronę drzwi, by jak najszybciej opuścić miejsce mojej porażki. Jak Olivier się dowie, dostanie szału, a Aleks umrze ze śmiechu. Nie chciałam dawać mu tej satysfakcji.
Tak rozmyślając, nawet nie spostrzegłam się kiedy stałam w salonie Dystryktu 9.
- Ellen, kochanie jak poszło? – zaszczebiotała Lauren obejmując mnie w pasie.
Spojrzałam na mojego mentora, który właśnie zmierzał w moją stronę i Aleksa, leżącego na sofie i wpatrującego się we mnie pytającym wzrokiem.
Odpowiedziałam jej skinieniem głowy, miałam nadzieję, że dadzą mi spokój, ale to było niemożliwe.
- Czyli dobrze? – chciał upewnić się Oliver.
Spojrzałam mu w oczy. Były pełne nadziei, tak bardzo zaczął we mnie wierzyć po wygranej z Paulem. Nie chciałam go rozczarowywać.
- Tak, świetnie. – skłamałam i usiadłam na fotelu z ciemnej skóry, stojącego zaraz naprzeciwko ogromnego ekranu.
- Tylko tyle? – Aleks uniósł brwi w geście zdziwienia – Nie pochwalisz się jak to wygrałaś walkę z manekinem? Chciałbym usłyszeć twoją relację.
- Poczekajmy na wyniku. – odparłam chłodno i wlepiłam wzrok w olbrzymią plazmę. Nie chciałam, żeby ogłaszali wyniki, wtedy już na pewno nie zdobędę sponsorów. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie zamierzałam ukazywać słabości. Każdy ponosi porażki, ja swoją przyjmę z honorem i spokojem. Głęboko wciągnęłam powietrze po czym zajęłam się oglądaniem wiadomości z ostatniej chwili, które były nadawane na głównej stacji Kapitolu.
Mówili o tym, że jutro czekają nas wywiady z każdym z trybutów i wszyscy są bardzo podekscytowani. Pokazali kilka krótkich urywków z wywiadów, przeprowadzonych z naszymi stylistami i mentorami. Oliver zapytany o swoich podopiecznych nic nie odpowiedział, tylko zaczął się śmiać.
Nie rozumiem skąd u niego takie zachowanie, i co zamierzał tym osiągnąć, ale nie zamierzałam tego komentować.
Po kilkunastu minutach nadeszła chwila, której obawiałam się już od niespełna pół godziny.
- Panie i Panowie! – na ekranach pojawiła się sylwetka Caesara Flickermana, który z szerokim uśmiechem na ustach powitał wszystkich siedzących przed ekranami. – Zaraz zobaczą państwo ile punktów otrzymał każdy z naszych trybutów. Nie wiem jak wy, ale ja wprost nie mogę się doczekać! Bardzo intrygują mnie nieznajomi z 9 Dystryktu, zobaczymy jak się spisali! – wykrzyknął głosem pełnych emocji.
Zacisnęłam dłonie na oparciu fotela. Ze strachem wpatrywałam się w ekran modląc się, żeby nagle wywaliło korki. To przecież takie proste! Wystarczy mała awaria!
W tym samym czasie Caesar zasiadł przy małym srebrnym stole i skierował swój wzrok do kamery. Następnie zatarł ręce z podekscytowania i właśnie wtedy na ekranie pojawiła się twarz Trybuta z Pierwszego Dystryktu. Paul. Kilka sekund później, obok jego zaciętej twarzy pojawiła się punktacja. 10 punktów.
Jego partnerce Nathalie poszło niewiele gorzej, uzyskała 8 punktów.
Potrafiłam sobie wyobrazić jak właśnie pełni radości skaczą po salonie i modlą się o jak najgorsze wyniki pozostałych.
Trybuci z dwójki otrzymali równo po 9 punktów.
- Wspaniale, wspaniale! – Flickerman klasnął w dłonie i zaczął gratulować sukcesu naszym zawodowcom.
Jestem pewna, musieli wykazać się ponadprzeciętnymi umiejętnościami. W głębi serca czułam ukłucie zazdrości. No bo dlaczego to mi nigdy nic nie wychodzi?! W myślach zaczęłam użalać się nad sobą i obmyślać scenariusze mojego życia podczas ostatnich kilku dni istnienia. Całkowicie mnie to pochłonęło i ocknęłam się dopiero przy Dystrykcie 7.
Jennifer otrzymała dobre 7 punktów. Była to ta dziewczyna, którą widziałam poprzedniego dnia z wysokim, chudym chłopakiem u boku. Obserwowali mnie podczas moich zmagań z nożami
Wiedziałam, że nie można ich ignorować, wyglądali na szalenie sprytnych ludzi. Czego nie uda im się wywalczyć, dorobią swoją inteligencją. Nie myliłam się, jej towarzysz – Ryan także otrzymał wynik o wysokości 7 punktów.
- A teraz zagadka dzisiejszego roku, Dystrykt 9! – wykrzyczał Caesar tak głośno, że musiałam zatkać sobie uszy.
Wyprostowałam się i mocno zacisnęłam zęby. Za chwilę nadejdzie chwila mojej życiowej klęski.
- Aleks Ray. – tym razem na ekranie nie pojawiła się twarz. Pozostał on czarny. Wyświetliły się tylko dwie cyferki, które przybrały postać 10.
- Tak! – wykrzyknął mój zarozumiały partner – Wiedziałem, że mi się uda! Byłem niesamowity! – przyznał skromnie, a Oliver z uznaniem poklepał go po ramieniu. Na jego twarzy malowała się duma. Szkoda tylko, że zaraz ta radość przemieni się w złość i smutek.
- Ellen Pierce.
Wstrzymałam oddech wyczekując najgorszego. Próbowałam przypomnieć sobie czy kiedykolwiek ktoś w historii Igrzysk Głodowych otrzymał punktacje równą 0. Niestety nie mogłam przywołać do pamięci takiego przypadku. No cóż, będę pierwsza i niewątpliwie zyskam wielkie zainteresowanie wśród innych. Nie sądzę jednak, żeby to było takiego typu zainteresowanie, którego mogliby mi pozazdrościć inni uczestnicy. No i moje przewidywania sprawdziły się.
MARNE 4 PUNKTY.
Skuliłam się w fotelu czując na sobie triumfujący wzrok Aleksa i zrozpaczony wzrok moich mentorów.
- Czekaj co powiedziałaś? Że poszło Ci świetnie? – zarechotał Aleks klepiąc się po brzuchu.
Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł. Wydawał się trochę niepoważny, ale już i tak nie miałam nic do stracenia. Nie mogłam pogorszyć swojej obecnej sytuacji.
- Tak, właśnie tak powiedziałam. – spojrzałam na niego wyzywająco.
- Co miałaś na myśli Ellen? – zwróciła się do mnie zmieszana Lauren.
Przewróciłam oczami jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem.
- Jak ludzie pomyślą, że jestem słaba, nie zwrócą na mnie zbytniej uwagi. To może być moja mocna strona. Silna dziewczyna, ukryta pod skórą totalnego nieudacznika.
- A jak wyjaśnisz wygraną z Paulem?
- No cóż… - zawahałam się – Trybuci mogą wziąć to za zwykły przypadek. Podobno idiota często ma szczęście.
- Chyba się nie zrozumieliśmy Ellen. – wyraźnie zdenerwowany Oliver podniósł głos – O ile dobrze pamiętam, ustaliliśmy, że takie decyzje podejmujemy wspólnie. Jak śmiałaś zrobić coś takiego bez mojej wiedzy?! Byłaś pewna, że to tak znakomity pomysł, że twój mentor nie musi o tym wiedzieć?! Co ty sobie myślałaś dziewczyno?! Zachowałaś się nieodpowiedzialnie, a ja myślałem, że mogę Ci ufać! – zaczął wymachiwać rękami, a włosy zjeżyły mu się na głowie.
- Przepraszam. – odpowiedziałam ze skruchą – Nie wiedziałam, że to aż takie ważne. – kątem oka zerknęłam na ekran. Śliczna dziewczyna z Dwunastki otrzymała notę 8 punktów, natomiast mały chłopiec w wieku 12 lat, 6 punktów. Cudownie, nawet taki maluch był lepszy ode mnie. Już wyobrażam sobie jak zawodowcy pokładają się na ziemi ze śmiechu, mówiąc jaka to ze mnie ofiara losu.
- Nie wiedziałaś, że to takie ważne?! – mentor złapał się za głowę. – Dziecko! Ta decyzja może zaważyć o twoim życiu! – spojrzał na mnie z odrazą. Po raz pierwszy w życiu nazwał mnie dzieckiem, czułam się parszywie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Wiesz co?! – wykrzyknął – Nie ważne, rób co chcesz, skoro jesteś taka samodzielna. Niech los zawsze Ci sprzyja! – strącił dwie olbrzymie książki ze stołu i ze złością wyszedł z salonu.
Lauren natychmiast pobiegła za Olivierem, by go trochę uspokoić i nie doprowadzić do rozsadzenia ośrodka, a ja zostałam sama.
Sama z Aleksem, rzucającym w moją stronę spojrzenia pełne niedowierzania.
Też nie mogłam dowierzyć w tą głupotę. Byłam skończoną idiotką.
Trzymałam się z dala od łuku, natomiast dużo czasu spędziłam przy stoisku z nożami i mieczami. Pod koniec jeszcze raz próbowałam opanować sztukę maskowania się, ale nic to nie dało. Byłam w tym beznadziejna. W ostatnim dniu więcej czasu poświęciłam też na przyglądaniu się innym zawodowcom. Muszę przyznać, że nie było słabego ogniwa w tym roku. Każdy coś potrafił i popisywał się przed innymi. Aleks potrafił podnieść każdy ciężki przedmiot i rzucać celnie nożami z zamkniętymi oczami.
Nie chciałam jednak by zobaczył na mojej twarzy podziw więc udawałam, że nie robi to na mnie najmniejszego wrażenia.
Zauważyłam, że jedna rzecz na której się skupiam tutaj najbardziej to udawanie. Udawanie, że świetnie się bawię na treningach. Udawanie, że jestem w czymś dobra. Udawanie, że przestrogi zawodowców mnie nie ruszają. Udawanie, że mam szanse przeżyć…
Po treningach mieliśmy kilka godzin czasu na odpoczynek, a w godzinach wieczornych odbyło się sprawdzanie umiejętności.
Nie ukrywam, że byłam bardzo zdenerwowana, zależało mi na dobrej ocenie, gdyż nie mając sojuszników, przydali by mi się chociaż sponsorzy.
Równo o godzinie 18, razem z Aleksem pojawiłam się w poczekalni, przed ośrodkiem szkoleniowym. Należeliśmy do 9 Dystryktu, a więc występowaliśmy jako jedni z ostatnich.
Zajęliśmy wolne miejsca w tyle i czekaliśmy aż zaczną wywoływać trybutów z 1 Dystryktu, których swoją drogą jeszcze nie było.
Zjawili się dopiero po 20 minutach. Mimo swojego spóźnienia nie wyglądali na podenerwowanych. Albo naprawdę ich to nie obchodziło, albo sztukę ukrywania emocji mieli opanowaną do perfekcji. Ja byłam bardzo dobra w wyczytywaniu ludzkich uczuć, miałam oko do detali, jednak tym razem nie udało mi się nic wyczytać z ich twarzy.
Dziewczyna miała kręcone, blond włosy, sięgające pasa, była średniego wzrostu, jej oczy przypominały kolor złota. Muszę przyznać, że była naprawdę ładna, pewnie zgarnie wszystkich sponsorów płci męskiej. Nie była jednak tak szczupła jak Nathalie. Podkreślała swoje kobiece kształty. Na plakietce przyczepionej to stroju wygrawerowane było imię: Tris.
Jej partnerem z 2 Dystryktu był Gabriel. Jego imię totalnie nie pasowało do wyglądu. Jak dla mnie pod tym imieniem kryje się postawa delikatnego, wrażliwego chłopca. Tymczasem był to wielki, umięśniony chłopak, a jego czarne oczy były przepełnione nienawiścią. Miał bardzo ciemną karnację, jak murzyn. Jego czarnych, króciutkich włosów, praktycznie nie było widać. A jego idealnie białe zęby wyszczerzone były w przeraźliwym uśmiechu.
Para zajęła ostatnie wolne miejsca i wszyscy siedzieliśmy pogrążeni w zupełnej ciszy.
Po kilku minutach usłyszeliśmy kobiecy głos, wypływający z głośnika nad nami.
- Nathalie Hale, Dystrykt 1, proszona na sale.
Trybutka wstała i pewnym krokiem podeszła do drzwi, otworzyły się, zdążyła jeszcze szybko posłać mi wrogie spojrzenie a następnie zniknęła w sali ośrodka szkoleniowego.
Po 10 minutach zawołali chłopaka z Jedynki.
I tak po kolei, każdy wezwany opuszczał poczekalnie. Po dwóch godzinach zostało już mniej niż połowa uczestników.
- Jennifer Alison, Dystrykt 8, proszona na salę. – rozbrzmiał głos.
Dziewczyna podniosła się z krzesła i niepewnym krokiem ruszył do drzwi. Zaczęłam się straszliwie denerwować, jeszcze około 20 minut i nadejdzie moja kolej.
Mocno zacisnęłam dłonie i zagryzłam wargę. Zamknęłam oczy i zaczęłam wystukiwać butem rytm w lśniącą posadzkę, to zawsze mnie uspokajało. Tym razem nawet to nie pomogło. Kiedy wezwali chłopaka z Ósemki, moje serce biło jak oszalałe. Nie mogłam nic zrobić, żeby opanować nerwy. Miałam wrażenie, że zaraz mnie rozsadzi. Zrobiłam kilka głębokich wdechów i wtedy to usłyszałam.
- Ellen Pierce, Dystrykt 9, proszona na salę.
Wstałam i najwolniej jak się da podeszłam do drzwi. Rozsunęły się, a ja zrobiłam krok przód. Gdy tylko przekroczyłam linię, drzwi szybko się zasunęły. Zdenerwowana odskoczyłam.
Nie mogę pokazać im, że się boję. – pomyślałam – Muszę dostać jak najwięcej punktów.
Z uniesioną głową wyszłam na środek sali. Oceniający siedzieli po drugiej stronie pomieszczenia, na znajdującym się bardzo wysoko ogromnym balkonie.
- Ellen Pierce. – powiedziałam lekko drżącym głosem.
- Pokaż co potrafisz. – zwrócił się do mnie, a raczej do mikrofonu, organizator Igrzysk.
Nerwowo rozglądnęłam się po stoiskach i ogarnęła mnie panika.
Przez to wszystko nawet nie zdecydowałam co chcę im pokazać!
Miałam na to cały dzień, a tymczasem nawet o tym nie pomyślałam! Nie mogłam dowierzyć swojej własnej głupocie. Nie chciałam się jednak załamywać.
Szybka decyzja. – pomyślałam i nim zdążyłam cokolwiek postanowić moje nogi same powędrowały w kierunku rozłożonych na stole mieczy.
Wybrałam jeden, ten sam, którym walczyłam z Paulem i ustawiłam się przodem do organizatorów.
- Gotowa. – oznajmiłam głośno i nacisnęłam czerwony guzik.
Pojawił się przede mną olbrzymi manekin. Zacisnęłam palce na rękojeści miecza i uważnie wpatrywałam się w wyimaginowanego
przede mną człowieka. Postąpiłam mały krok do przodu, czekając na jego ruch. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale zanim zdążyłam to przemyśleć, zaatakował.
Wbił mi swój wykreowany komputerowo miecz prosto w brzuch.
Zgięłam się w pasie i zawyłam z bólu. Kto by pomyślał, że uderzenie czymś nieistniejącym może tak boleć.
Odruchowo cofnęłam się i po kilku sekundach natarłam na przeciwnika z podwójną siłą. W sam środek klatki piersiowej, pięknie. Poczułam, że moje spięte mięśnie nieco się rozluźniają, więc nie czekając na jego ruch, jeszcze raz wbiłam mu ostrze miecza w brzuch.
Było to tak mocne uderzenie, że powaliło mojego wyimaginowanego wroga na posadzkę. Zadowolona zwróciłam głowę w stronę organizatorów, przekonana, że walka jest już skończona. Nie mogłam się bardziej mylić. Manekin wykorzystał moją chwilę nie uwagi, zwlókł się z ziemi i zaatakował mnie od tyłu.
Poczułam, że niematerialny miecz wbija mi się w ramię.
Wypuściłam miecz z ręki, ugięłam kolana i uklęknęłam na ziemi.
Po omacku zaczęłam szukać mojego miecza na ziemi, jednak nie udało mi się go dosięgnąć. Przeciwnik podłożył mi miecz do gardła. Zastygliśmy w takiej pozycji na kilka sekund. Było wiadome, że wygrał. Zniknął więc, a ja siedząc na ziemi nieśmiało podniosłam wzrok na jury. Byłam skończona i bardzo dobrze zdawałam sobie z tego sprawę.
Podniosłam się i stanęłam na drżących nogach.
Organizatorzy patrzyli na mnie rozbawieni.
- Hmm… Dziękujemy panno Pierce. Pokaz zakończony.
Spuściłam głowę i ruszyłam w stronę drzwi, by jak najszybciej opuścić miejsce mojej porażki. Jak Olivier się dowie, dostanie szału, a Aleks umrze ze śmiechu. Nie chciałam dawać mu tej satysfakcji.
Tak rozmyślając, nawet nie spostrzegłam się kiedy stałam w salonie Dystryktu 9.
- Ellen, kochanie jak poszło? – zaszczebiotała Lauren obejmując mnie w pasie.
Spojrzałam na mojego mentora, który właśnie zmierzał w moją stronę i Aleksa, leżącego na sofie i wpatrującego się we mnie pytającym wzrokiem.
Odpowiedziałam jej skinieniem głowy, miałam nadzieję, że dadzą mi spokój, ale to było niemożliwe.
- Czyli dobrze? – chciał upewnić się Oliver.
Spojrzałam mu w oczy. Były pełne nadziei, tak bardzo zaczął we mnie wierzyć po wygranej z Paulem. Nie chciałam go rozczarowywać.
- Tak, świetnie. – skłamałam i usiadłam na fotelu z ciemnej skóry, stojącego zaraz naprzeciwko ogromnego ekranu.
- Tylko tyle? – Aleks uniósł brwi w geście zdziwienia – Nie pochwalisz się jak to wygrałaś walkę z manekinem? Chciałbym usłyszeć twoją relację.
- Poczekajmy na wyniku. – odparłam chłodno i wlepiłam wzrok w olbrzymią plazmę. Nie chciałam, żeby ogłaszali wyniki, wtedy już na pewno nie zdobędę sponsorów. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie zamierzałam ukazywać słabości. Każdy ponosi porażki, ja swoją przyjmę z honorem i spokojem. Głęboko wciągnęłam powietrze po czym zajęłam się oglądaniem wiadomości z ostatniej chwili, które były nadawane na głównej stacji Kapitolu.
Mówili o tym, że jutro czekają nas wywiady z każdym z trybutów i wszyscy są bardzo podekscytowani. Pokazali kilka krótkich urywków z wywiadów, przeprowadzonych z naszymi stylistami i mentorami. Oliver zapytany o swoich podopiecznych nic nie odpowiedział, tylko zaczął się śmiać.
Nie rozumiem skąd u niego takie zachowanie, i co zamierzał tym osiągnąć, ale nie zamierzałam tego komentować.
Po kilkunastu minutach nadeszła chwila, której obawiałam się już od niespełna pół godziny.
- Panie i Panowie! – na ekranach pojawiła się sylwetka Caesara Flickermana, który z szerokim uśmiechem na ustach powitał wszystkich siedzących przed ekranami. – Zaraz zobaczą państwo ile punktów otrzymał każdy z naszych trybutów. Nie wiem jak wy, ale ja wprost nie mogę się doczekać! Bardzo intrygują mnie nieznajomi z 9 Dystryktu, zobaczymy jak się spisali! – wykrzyknął głosem pełnych emocji.
Zacisnęłam dłonie na oparciu fotela. Ze strachem wpatrywałam się w ekran modląc się, żeby nagle wywaliło korki. To przecież takie proste! Wystarczy mała awaria!
W tym samym czasie Caesar zasiadł przy małym srebrnym stole i skierował swój wzrok do kamery. Następnie zatarł ręce z podekscytowania i właśnie wtedy na ekranie pojawiła się twarz Trybuta z Pierwszego Dystryktu. Paul. Kilka sekund później, obok jego zaciętej twarzy pojawiła się punktacja. 10 punktów.
Jego partnerce Nathalie poszło niewiele gorzej, uzyskała 8 punktów.
Potrafiłam sobie wyobrazić jak właśnie pełni radości skaczą po salonie i modlą się o jak najgorsze wyniki pozostałych.
Trybuci z dwójki otrzymali równo po 9 punktów.
- Wspaniale, wspaniale! – Flickerman klasnął w dłonie i zaczął gratulować sukcesu naszym zawodowcom.
Jestem pewna, musieli wykazać się ponadprzeciętnymi umiejętnościami. W głębi serca czułam ukłucie zazdrości. No bo dlaczego to mi nigdy nic nie wychodzi?! W myślach zaczęłam użalać się nad sobą i obmyślać scenariusze mojego życia podczas ostatnich kilku dni istnienia. Całkowicie mnie to pochłonęło i ocknęłam się dopiero przy Dystrykcie 7.
Jennifer otrzymała dobre 7 punktów. Była to ta dziewczyna, którą widziałam poprzedniego dnia z wysokim, chudym chłopakiem u boku. Obserwowali mnie podczas moich zmagań z nożami
Wiedziałam, że nie można ich ignorować, wyglądali na szalenie sprytnych ludzi. Czego nie uda im się wywalczyć, dorobią swoją inteligencją. Nie myliłam się, jej towarzysz – Ryan także otrzymał wynik o wysokości 7 punktów.
- A teraz zagadka dzisiejszego roku, Dystrykt 9! – wykrzyczał Caesar tak głośno, że musiałam zatkać sobie uszy.
Wyprostowałam się i mocno zacisnęłam zęby. Za chwilę nadejdzie chwila mojej życiowej klęski.
- Aleks Ray. – tym razem na ekranie nie pojawiła się twarz. Pozostał on czarny. Wyświetliły się tylko dwie cyferki, które przybrały postać 10.
- Tak! – wykrzyknął mój zarozumiały partner – Wiedziałem, że mi się uda! Byłem niesamowity! – przyznał skromnie, a Oliver z uznaniem poklepał go po ramieniu. Na jego twarzy malowała się duma. Szkoda tylko, że zaraz ta radość przemieni się w złość i smutek.
- Ellen Pierce.
Wstrzymałam oddech wyczekując najgorszego. Próbowałam przypomnieć sobie czy kiedykolwiek ktoś w historii Igrzysk Głodowych otrzymał punktacje równą 0. Niestety nie mogłam przywołać do pamięci takiego przypadku. No cóż, będę pierwsza i niewątpliwie zyskam wielkie zainteresowanie wśród innych. Nie sądzę jednak, żeby to było takiego typu zainteresowanie, którego mogliby mi pozazdrościć inni uczestnicy. No i moje przewidywania sprawdziły się.
MARNE 4 PUNKTY.
Skuliłam się w fotelu czując na sobie triumfujący wzrok Aleksa i zrozpaczony wzrok moich mentorów.
- Czekaj co powiedziałaś? Że poszło Ci świetnie? – zarechotał Aleks klepiąc się po brzuchu.
Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł. Wydawał się trochę niepoważny, ale już i tak nie miałam nic do stracenia. Nie mogłam pogorszyć swojej obecnej sytuacji.
- Tak, właśnie tak powiedziałam. – spojrzałam na niego wyzywająco.
- Co miałaś na myśli Ellen? – zwróciła się do mnie zmieszana Lauren.
Przewróciłam oczami jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem.
- Jak ludzie pomyślą, że jestem słaba, nie zwrócą na mnie zbytniej uwagi. To może być moja mocna strona. Silna dziewczyna, ukryta pod skórą totalnego nieudacznika.
- A jak wyjaśnisz wygraną z Paulem?
- No cóż… - zawahałam się – Trybuci mogą wziąć to za zwykły przypadek. Podobno idiota często ma szczęście.
- Chyba się nie zrozumieliśmy Ellen. – wyraźnie zdenerwowany Oliver podniósł głos – O ile dobrze pamiętam, ustaliliśmy, że takie decyzje podejmujemy wspólnie. Jak śmiałaś zrobić coś takiego bez mojej wiedzy?! Byłaś pewna, że to tak znakomity pomysł, że twój mentor nie musi o tym wiedzieć?! Co ty sobie myślałaś dziewczyno?! Zachowałaś się nieodpowiedzialnie, a ja myślałem, że mogę Ci ufać! – zaczął wymachiwać rękami, a włosy zjeżyły mu się na głowie.
- Przepraszam. – odpowiedziałam ze skruchą – Nie wiedziałam, że to aż takie ważne. – kątem oka zerknęłam na ekran. Śliczna dziewczyna z Dwunastki otrzymała notę 8 punktów, natomiast mały chłopiec w wieku 12 lat, 6 punktów. Cudownie, nawet taki maluch był lepszy ode mnie. Już wyobrażam sobie jak zawodowcy pokładają się na ziemi ze śmiechu, mówiąc jaka to ze mnie ofiara losu.
- Nie wiedziałaś, że to takie ważne?! – mentor złapał się za głowę. – Dziecko! Ta decyzja może zaważyć o twoim życiu! – spojrzał na mnie z odrazą. Po raz pierwszy w życiu nazwał mnie dzieckiem, czułam się parszywie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Wiesz co?! – wykrzyknął – Nie ważne, rób co chcesz, skoro jesteś taka samodzielna. Niech los zawsze Ci sprzyja! – strącił dwie olbrzymie książki ze stołu i ze złością wyszedł z salonu.
Lauren natychmiast pobiegła za Olivierem, by go trochę uspokoić i nie doprowadzić do rozsadzenia ośrodka, a ja zostałam sama.
Sama z Aleksem, rzucającym w moją stronę spojrzenia pełne niedowierzania.
Też nie mogłam dowierzyć w tą głupotę. Byłam skończoną idiotką.