Nazajutrz obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. Nawet
nie zdążyłam powiedzieć proszę, kiedy do pokoju wtargnęła cała ekipa, której
zadaniem było upiększenie mnie.
- Ellen, wstawaj! – Lauren zaklaskała w dłonie i kołysając biodrami przeszła przez całą długość pomieszczenia. Zatrzymała się dopiero przy moim łóżku. – Dzisiaj wielki dzień! Parada Trybutów! Musisz olśnić wszystkich swoim wdziękiem i urodą. O to nie trudno ślicznotko, trzeba Cię tylko doprowadzić do porządku. Tam u Ciebie… chyba nie dbacie o wygląd, prawda?
Nie czekając na odpowiedź, ściągnęła ze mnie kołdrę i poprowadziła na drugi koniec pokoju, gdzie ekipa zdążyła już rozłożyć swoje manatki.
Usiadłam na drewnianym krześle, a oni narzucili mi na ramiona długą, czarną szatę. Rozpuścili mi włosy i przeczesali je bardzo wąskim grzebieniem.
- Podetnijcie tylko te zniszczone końcówki. Ma takie długie, gęste włosy, trochę by było szkoda. – zarządziła Lauren i zapisała coś w swoim dużym notesie. Dzisiaj jej czerwone włosy były całkowicie przylizane, a sukienka była taka długa, że zaczęłam bać się o życie swojej opiekunki. Ja nie przeszłabym nawet kroku w sukience, która ciągnie się za mną jeszcze jakieś pół metra.
Po podcięciu moich końcówek o około 2 cm, upięli mi włosy w wysokiego koka na czubku głowy i przeszli do dalszego etapu upiększającego. Jedna z kobiet zaczęła skubać mi brwi. Skrzywiłam się, a oczy zaczęły mi łzawić. Nie rozumiem, jak można tak cierpieć dla urody, przecież to nie jest w życiu najważniejsze.
Na twarzy mojej kosmetyczki malowało się skupienie. Lekko zagryzała wargę, a oczy zmrużyła w cienkie szparki.
Po tym zabiegu przenieśli mnie na twardy materac, który pojawił się w moim pokoju dosłownie przed chwilą.
Zamknęłam oczy, kiedy po dwóch minutach je otwarłam zobaczyłam, że całe moje ciało pokryte jest białymi plastrami. Nie znalazłam ani jednego milimetra, na którym widać było gołą skórę.
Po chwili zaczęli gwałtownie je zrywać. Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyczeć z bólu. Kiedy już było po wszystkim, odetchnęłam z ulgą i przejechałam całkowicie wydepilowaną ręką po nodze. Gładka jak nigdy. Doprawdy, nie było mi to potrzebne. Mimo tego nic nie powiedziałam, tylko nałożyłam na siebie szlafrok i pytającym wzrokiem spojrzałam na Lauren.
- Teraz zejdziesz do salonu, gdzie odbędziesz rozmowę z Olivierem i Aleksem. Olivier przekaże wam strategię na dzisiejszy dzień. Potem wrócisz tutaj, a ja zaprowadzę Cię do twojego projektanta, który uszył specjalnie dla Ciebie strój na dzisiejszą okazję.
Potem Cię umalujemy i ruszysz by podbijać serca Kapitolińczyków! – ostatnie zdanie wyraźnie zaakcentowała i spojrzała na mnie surowym wzrokiem, oznajmiającym, że nie dopuszcza do siebie jakichkolwiek sprzeciwów.
Oczywiście po wczorajszej rozmowie nie miałam ochoty na kolejną konfrontacje z Aleksem i naszym mentorem, ale wolałam nie denerwować Lauren więc posłusznie kiwnęłam głową. Nie ruszyłam się jednak z miejsca, lecz dalej się w nią wpatrywałam.
- Co? – zapytała rozkojarzona.
- Mam iść… tak? – wskazałam jej na mój strój, który składał się tylko i wyłącznie z jedwabnego szlafroku i ciepłych, wełnianych skarpetek.
- Widzisz jakiś problem? – westchnęła lekko zirytowana i popchnęła mnie w stronę drzwi. Nie miałam wyjścia, więc zeszłam na dół i skierowałam się w stronę salonu.
Kiedy tylko weszłam do pomieszczenia Aleks uniósł wysoko brwi i lekko się uśmiechnął. Nie był to jednak uśmiech z serii tych życzliwych. On także miał na sobie szlafrok, a naprzeciwko niego siedział Oliver, pożerający czekoladową babeczkę.
Kiedy usiadłam obok Aleksa, wytarł dłonie z czekolady w swoje czarne spodnie i spojrzał na nas poważnym wzrokiem.
- Dzisiejsze zadanie jest proste. – stwierdził – Macie wsiąść na rydwan i nikomu nie machać. Do nikogo się nie uśmiechać.
Wytworzy to wokół was aurę tajemniczości. – przerwał, chcąc żeby te słowa wbiły nam się w pamięć – Wasze stroje są ciekawe, zaprojektowane tak, że nie widać wam twarzy. Nikt nie będzie wiedział, aż do wyjścia na arenę, kim są tajemniczy trybuci z Dystryktu 9. – upił łyk wody, ze szklanki stojącej na stole. – Jakieś pytania?
- Tak. – odezwałam się – Powiedziałeś, że nikt nie wie kim jesteśmy. Jak to możliwe? Przecież widzieli nas na Dożynkach, kiedy zostaliśmy wybrani. – Przestałam zwracać się do niego na ,,Pan” jakoś niespecjalnie mi to leżało, w odniesieniu do naszego mentora. On sam nie zwrócił na to uwagi.
- Nie widzieli was. Mieliśmy tego dnia słabą łączność z Kapitolem. Nie daliśmy rady przesłać nagrania, więc przebieg Dożynek z waszego Dystryktu nie jest nikomu znany. Potem już nikt o to się nie dopominał. Wiecie przecież, że Dystrykt 9 mało kogo obchodzi.
- No, Ellen. Ty mała szczęściaro. – zakpił Aleks, nie podnosząc na mnie wzroku. Wiedziałam, że chodzi mu o to, że dzięki temu nikt nie zobaczył jak zemdlałam na scenie. Nie było jeszcze rozmowy, podczas której by mi tego nie przypomniał. Postanowiłam jednak zignorować jego komentarz. Chociaż gdyby nie zdrowy rozsądek, pewnie podcięłabym mu gardło już najbliższej nocy.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, ale Lauren stwierdziła, że nasza rozmowa się przedłuża, więc porwała mnie i biegnąc dotarłyśmy do pokoju mojego projektanta.
Tak, Lauren biegła w 20 cm szpilkach i sukni jak na ślub.
Zastanawiam się czy to właśnie tego uczą dzieci w Kapitolińskich szkołach. Jak chodzić ,,pięknie ubranym” i nie zabić się zanim jeszcze opuści się dom. Cóż, dzisiaj ta lekcja niewątpliwie by mi się przydała.
- Witaj Ellen. – powitał mnie projektant – Jestem Chris i będę…
- Tak, wiem. – postanowiłam oszczędzić mu gadki i uśmiechnęłam się szeroko, żeby moje słowa nie zabrzmiały wyniośle.
- Ekhm… Dobrze. – odchrząknął i wskazał mi duże krzesło, stojące naprzeciwko wysokiego i szerokiego na całą ścianę lustra. Całe pomieszczenie było przyciemnione i świeciła się w nim tylko jedna, mała lampka.
Chris był niewiele starszy ode mnie. Właściwie to mógłby być przystojny, gdyby nie makijaż na jego twarzy. Jego powieki były pomalowane na niebiesko, a usta były w kolorze żurawinowym. Cały jego strój był czarny i przylegał do ciała. Nie wiem jak on w ogóle mógł się w tym poruszać, skoro ubranie krępowało praktycznie każdy ruch.
Po kilku minutach Chris wyszedł zza wielkiego stosu ubrań trzymając w ręku strój na Paradę. Wręczył mi go i wyszedł z pokoju, a ja na spokojnie mogłam włożyć na siebie ubranie.
Były to czarne obcisłe dżinsy, z pozłacanymi nogawkami oraz szeroka bordowa koszula, ze złotymi wykończeniami. Włożyłam ją do spodni, a na głowę narzuciłam czarny welon, który całkowicie przykrył mi twarz. Wyglądałam jakbym wybierała się na pogrzeb.
Na koniec założyłam skórzane kozaki na małym obcasie, a do ręki wzięłam złotą pałeczkę, która uprzednio była wsadzona do jednego z butów.
Wspaniale, Hermiona Granger na uroczystości pogrzebowej, świetnie się zapowiada.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! – zawołałam.
Do pokoju wszedł Chris.
- I jak Ci się podoba? – spytał, uśmiechając się życzliwie.
- Super. – odpowiedziałam cicho, nawet nie siląc się żeby zabrzmiało to wiarygodnie.
- Naprawdę tak myślisz? – wyglądał na lekko zaskoczonego.
- Nie, tak serio to ten strój jest do dupy. – wykrzywiłam się, co Chris skomentował głośnym śmiechem.
- Dzięki za szczerość! – wykrzyknął, dalej się śmiejąc – Ale to nasz plan. O nic nie pytaj.
- Wasz plan jest taki, żeby ludzie patrząc na mój strój, z litości zdecydowali się zostać sponsorami?
Projektant skomentował to tylko szerokim uśmiechem i zawołał to pokoju ekipę przygotowawczą.
- Jodie, Max, róbcie co do was należy. – odparł i zniknął szafami pełnymi ubrań.
Wizażyści od razu zabrali się do pracy.
Max pomalował mi brwi na czarno, a usta potraktował szminką w odcieniu mojej koszuli, natomiast Jodie zajęła się oczami.
Najpierw narysowała mi cienkie kreski na powiekach, a następnie użyła złotego cienia do rozjaśnienia oczu. Na końcu pomalowała mi rzęsy czarnym tuszem.
Jak na tamtejsze zwyczaje makijaż był delikatny, ale z drugiej strony po co się wysilać, skoro moja twarz i tak zniknie pod czarnym welonem.
Po ocenieniu swojej pracy i wykonaniu drobnych poprawek, pokazali efekt końcowy Chrisowi, który nagrodził ich brawami.
Zadowoleni z siebie wizażyści podziękowali mi, ściskając wiele razy moją dłoń oraz całując powietrze znajdujące się nieopodal mojego policzka i wycofali się z pokoju. Projektant wziął mnie pod rękę i razem skierowaliśmy się w stronę jadalni, gdzie czekali na nas pozostali.
- Ellen, wstawaj! – Lauren zaklaskała w dłonie i kołysając biodrami przeszła przez całą długość pomieszczenia. Zatrzymała się dopiero przy moim łóżku. – Dzisiaj wielki dzień! Parada Trybutów! Musisz olśnić wszystkich swoim wdziękiem i urodą. O to nie trudno ślicznotko, trzeba Cię tylko doprowadzić do porządku. Tam u Ciebie… chyba nie dbacie o wygląd, prawda?
Nie czekając na odpowiedź, ściągnęła ze mnie kołdrę i poprowadziła na drugi koniec pokoju, gdzie ekipa zdążyła już rozłożyć swoje manatki.
Usiadłam na drewnianym krześle, a oni narzucili mi na ramiona długą, czarną szatę. Rozpuścili mi włosy i przeczesali je bardzo wąskim grzebieniem.
- Podetnijcie tylko te zniszczone końcówki. Ma takie długie, gęste włosy, trochę by było szkoda. – zarządziła Lauren i zapisała coś w swoim dużym notesie. Dzisiaj jej czerwone włosy były całkowicie przylizane, a sukienka była taka długa, że zaczęłam bać się o życie swojej opiekunki. Ja nie przeszłabym nawet kroku w sukience, która ciągnie się za mną jeszcze jakieś pół metra.
Po podcięciu moich końcówek o około 2 cm, upięli mi włosy w wysokiego koka na czubku głowy i przeszli do dalszego etapu upiększającego. Jedna z kobiet zaczęła skubać mi brwi. Skrzywiłam się, a oczy zaczęły mi łzawić. Nie rozumiem, jak można tak cierpieć dla urody, przecież to nie jest w życiu najważniejsze.
Na twarzy mojej kosmetyczki malowało się skupienie. Lekko zagryzała wargę, a oczy zmrużyła w cienkie szparki.
Po tym zabiegu przenieśli mnie na twardy materac, który pojawił się w moim pokoju dosłownie przed chwilą.
Zamknęłam oczy, kiedy po dwóch minutach je otwarłam zobaczyłam, że całe moje ciało pokryte jest białymi plastrami. Nie znalazłam ani jednego milimetra, na którym widać było gołą skórę.
Po chwili zaczęli gwałtownie je zrywać. Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyczeć z bólu. Kiedy już było po wszystkim, odetchnęłam z ulgą i przejechałam całkowicie wydepilowaną ręką po nodze. Gładka jak nigdy. Doprawdy, nie było mi to potrzebne. Mimo tego nic nie powiedziałam, tylko nałożyłam na siebie szlafrok i pytającym wzrokiem spojrzałam na Lauren.
- Teraz zejdziesz do salonu, gdzie odbędziesz rozmowę z Olivierem i Aleksem. Olivier przekaże wam strategię na dzisiejszy dzień. Potem wrócisz tutaj, a ja zaprowadzę Cię do twojego projektanta, który uszył specjalnie dla Ciebie strój na dzisiejszą okazję.
Potem Cię umalujemy i ruszysz by podbijać serca Kapitolińczyków! – ostatnie zdanie wyraźnie zaakcentowała i spojrzała na mnie surowym wzrokiem, oznajmiającym, że nie dopuszcza do siebie jakichkolwiek sprzeciwów.
Oczywiście po wczorajszej rozmowie nie miałam ochoty na kolejną konfrontacje z Aleksem i naszym mentorem, ale wolałam nie denerwować Lauren więc posłusznie kiwnęłam głową. Nie ruszyłam się jednak z miejsca, lecz dalej się w nią wpatrywałam.
- Co? – zapytała rozkojarzona.
- Mam iść… tak? – wskazałam jej na mój strój, który składał się tylko i wyłącznie z jedwabnego szlafroku i ciepłych, wełnianych skarpetek.
- Widzisz jakiś problem? – westchnęła lekko zirytowana i popchnęła mnie w stronę drzwi. Nie miałam wyjścia, więc zeszłam na dół i skierowałam się w stronę salonu.
Kiedy tylko weszłam do pomieszczenia Aleks uniósł wysoko brwi i lekko się uśmiechnął. Nie był to jednak uśmiech z serii tych życzliwych. On także miał na sobie szlafrok, a naprzeciwko niego siedział Oliver, pożerający czekoladową babeczkę.
Kiedy usiadłam obok Aleksa, wytarł dłonie z czekolady w swoje czarne spodnie i spojrzał na nas poważnym wzrokiem.
- Dzisiejsze zadanie jest proste. – stwierdził – Macie wsiąść na rydwan i nikomu nie machać. Do nikogo się nie uśmiechać.
Wytworzy to wokół was aurę tajemniczości. – przerwał, chcąc żeby te słowa wbiły nam się w pamięć – Wasze stroje są ciekawe, zaprojektowane tak, że nie widać wam twarzy. Nikt nie będzie wiedział, aż do wyjścia na arenę, kim są tajemniczy trybuci z Dystryktu 9. – upił łyk wody, ze szklanki stojącej na stole. – Jakieś pytania?
- Tak. – odezwałam się – Powiedziałeś, że nikt nie wie kim jesteśmy. Jak to możliwe? Przecież widzieli nas na Dożynkach, kiedy zostaliśmy wybrani. – Przestałam zwracać się do niego na ,,Pan” jakoś niespecjalnie mi to leżało, w odniesieniu do naszego mentora. On sam nie zwrócił na to uwagi.
- Nie widzieli was. Mieliśmy tego dnia słabą łączność z Kapitolem. Nie daliśmy rady przesłać nagrania, więc przebieg Dożynek z waszego Dystryktu nie jest nikomu znany. Potem już nikt o to się nie dopominał. Wiecie przecież, że Dystrykt 9 mało kogo obchodzi.
- No, Ellen. Ty mała szczęściaro. – zakpił Aleks, nie podnosząc na mnie wzroku. Wiedziałam, że chodzi mu o to, że dzięki temu nikt nie zobaczył jak zemdlałam na scenie. Nie było jeszcze rozmowy, podczas której by mi tego nie przypomniał. Postanowiłam jednak zignorować jego komentarz. Chociaż gdyby nie zdrowy rozsądek, pewnie podcięłabym mu gardło już najbliższej nocy.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, ale Lauren stwierdziła, że nasza rozmowa się przedłuża, więc porwała mnie i biegnąc dotarłyśmy do pokoju mojego projektanta.
Tak, Lauren biegła w 20 cm szpilkach i sukni jak na ślub.
Zastanawiam się czy to właśnie tego uczą dzieci w Kapitolińskich szkołach. Jak chodzić ,,pięknie ubranym” i nie zabić się zanim jeszcze opuści się dom. Cóż, dzisiaj ta lekcja niewątpliwie by mi się przydała.
- Witaj Ellen. – powitał mnie projektant – Jestem Chris i będę…
- Tak, wiem. – postanowiłam oszczędzić mu gadki i uśmiechnęłam się szeroko, żeby moje słowa nie zabrzmiały wyniośle.
- Ekhm… Dobrze. – odchrząknął i wskazał mi duże krzesło, stojące naprzeciwko wysokiego i szerokiego na całą ścianę lustra. Całe pomieszczenie było przyciemnione i świeciła się w nim tylko jedna, mała lampka.
Chris był niewiele starszy ode mnie. Właściwie to mógłby być przystojny, gdyby nie makijaż na jego twarzy. Jego powieki były pomalowane na niebiesko, a usta były w kolorze żurawinowym. Cały jego strój był czarny i przylegał do ciała. Nie wiem jak on w ogóle mógł się w tym poruszać, skoro ubranie krępowało praktycznie każdy ruch.
Po kilku minutach Chris wyszedł zza wielkiego stosu ubrań trzymając w ręku strój na Paradę. Wręczył mi go i wyszedł z pokoju, a ja na spokojnie mogłam włożyć na siebie ubranie.
Były to czarne obcisłe dżinsy, z pozłacanymi nogawkami oraz szeroka bordowa koszula, ze złotymi wykończeniami. Włożyłam ją do spodni, a na głowę narzuciłam czarny welon, który całkowicie przykrył mi twarz. Wyglądałam jakbym wybierała się na pogrzeb.
Na koniec założyłam skórzane kozaki na małym obcasie, a do ręki wzięłam złotą pałeczkę, która uprzednio była wsadzona do jednego z butów.
Wspaniale, Hermiona Granger na uroczystości pogrzebowej, świetnie się zapowiada.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! – zawołałam.
Do pokoju wszedł Chris.
- I jak Ci się podoba? – spytał, uśmiechając się życzliwie.
- Super. – odpowiedziałam cicho, nawet nie siląc się żeby zabrzmiało to wiarygodnie.
- Naprawdę tak myślisz? – wyglądał na lekko zaskoczonego.
- Nie, tak serio to ten strój jest do dupy. – wykrzywiłam się, co Chris skomentował głośnym śmiechem.
- Dzięki za szczerość! – wykrzyknął, dalej się śmiejąc – Ale to nasz plan. O nic nie pytaj.
- Wasz plan jest taki, żeby ludzie patrząc na mój strój, z litości zdecydowali się zostać sponsorami?
Projektant skomentował to tylko szerokim uśmiechem i zawołał to pokoju ekipę przygotowawczą.
- Jodie, Max, róbcie co do was należy. – odparł i zniknął szafami pełnymi ubrań.
Wizażyści od razu zabrali się do pracy.
Max pomalował mi brwi na czarno, a usta potraktował szminką w odcieniu mojej koszuli, natomiast Jodie zajęła się oczami.
Najpierw narysowała mi cienkie kreski na powiekach, a następnie użyła złotego cienia do rozjaśnienia oczu. Na końcu pomalowała mi rzęsy czarnym tuszem.
Jak na tamtejsze zwyczaje makijaż był delikatny, ale z drugiej strony po co się wysilać, skoro moja twarz i tak zniknie pod czarnym welonem.
Po ocenieniu swojej pracy i wykonaniu drobnych poprawek, pokazali efekt końcowy Chrisowi, który nagrodził ich brawami.
Zadowoleni z siebie wizażyści podziękowali mi, ściskając wiele razy moją dłoń oraz całując powietrze znajdujące się nieopodal mojego policzka i wycofali się z pokoju. Projektant wziął mnie pod rękę i razem skierowaliśmy się w stronę jadalni, gdzie czekali na nas pozostali.