poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 4 - część 2



Kiedy trenerka przedstawiała wersje zdarzeń Olivierowi, wydawał się być strasznie zły, patrzył na mnie surowym wzrokiem.
Jednak zaraz po jej wyjściu Oliver zaśmiał się i poklepał mnie po ramieniu.
- Dobra robota! – uśmiechnął się szeroko i zaczął czochrać mi włosy.
- Nie gniewasz się? – zapytałam zdziwiona i zdjęłam jego rękę z mojej głowy.
- A powinienem? – wybuchnął śmiechem – Pokonałaś zawodowca! Jutro już wszyscy będą chcieli zawierać z Tobą sojusze!
Lekko się uśmiechnęłam, też byłam z siebie zadowolona.
- Ale jak to się stało? – spoważniał na chwilę – Mówiłaś, że nie potrafisz władać bronią.
- Tak mi się wydawało. – stwierdziłam nieśmiało, nie chciałam mu mówić, że to prawdopodobnie tylko jedna rzecz, która mi wychodzi, nie licząc wiązania supłów.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, po czym opróżnił szklankę z sokiem owocowym.
- Uwielbiam Cię Ellen. – mrugnął do mnie, po czym opuścił salon, czułam się jeszcze lepiej niż wtedy kiedy przyłożyłam chłopakowi z Jedynki miecz do gardła.
Niestety Oliver mylił się, o czym przekonałam się boleśnie następnego dnia. Nikt z trybutów nie poprosił mnie o sojusz, jakby zapomnieli o wydarzeniu z poprzedniego dnia… oczywiście poza karierowcami.
Kiedy tylko przekroczyłam próg ośrodka szkoleniowego, naskoczyła na mnie dziewczyna z Jedynki.
Była mniej więcej mojego wzrostu, tak samo szczupła jak ja, więc zapewne była też szybka. Ciemnorude włosy miała spięte w koński ogon, a jej orzechowe oczy (identyczne jak moje!) wpatrywały się we mnie ze złością. Nie do wiary, że znalazłam w nas aż tyle podobieństw.
- Nie myśl sobie, że jak pokonałaś Paula, to jesteś od niego lepsza. Nie jesteś. Przekonasz się o tym już w pierwszym dniu bycia na arenie. Tak swoją drogą to mam na imię Nathalie. Byłoby głupio, gdybyś nie znała imiona swojej morderczyni, prawda? – dorzuciła kpiącym tonem i odwróciła się na pięcie, uderzając mnie przy tym swoimi włosami o twarz.
Skrzywiłam się, chciałam sojuszy, a jedyne czego sobie przysporzyłam to wrogów. Cudownie, ciekawe co powie Oliver, kiedy go o tym poinformuje.
Udając, że nie przejęłam się jej słowami ruszyłam w stronę stoiska z łukiem. Miałam nadzieję, że dzisiaj nie zrobię z siebie pośmiewiska. Do jednej ręki wzięłam łuk, a do drugiej kołczan ze strzałami i założyłam go sobie na plecy. Jedyny łuk jaki dotąd miałam w rękach był dwoma giętkimi patykami, powiązanymi liśćmi. Jak mam być szczera, nigdy nie upolowałam ani jednego zwierzęcia, moje strzały nie dolatywały nawet do bliskich i dużych obiektów. Obym nie miała za chwilę powtórki z rozrywki.
Zestresowana ustawiłam się naprzeciwko tarczy oraz rozłożonych wokół mnie manekinów w sporej odległości.
Przygotowałam strzałę, drżącymi dłońmi napięłam cięciwę i puściłam strzałę.  Przeleciała nad tarczą. Spróbowałam kolejny raz.
Tym razem strzała ledwo musnęła ramię manekina, ale także spudłowałam. Oddałam strzał jeszcze kilka razy, każdy kończył się tak samo. Przebiegłam wzrokiem po sali, żeby mieć pewność, że nikt na mnie nie patrzy, na szczęście wszyscy byli zajęci swoimi sprawami. Wyciągnęłam przedostatnią strzałę i wystrzeliłam, przeleciała zaraz koło szyi manekina, ale także nie wbiła się w materiał. Zdenerwowana, trzymając ostatnią nadzieję w ręce, nałożyłam ją na łuk. Zmrużyłam jedno oko i powoli naciągnęłam cięciwę. Wymierzyłam idealnie w serce. Puściłam.
Strzała trafiła w udo. Cóż, przynajmniej nie spudłowałam. Kątem oka, dostrzegłam, że Aleks mnie obserwuję. Zrobiłam więc pewną siebie minę, sugerującą, że tam właśnie celowałam i szybko odłożyłam łuk na miejsce, żeby nikt inny nie miał szansy zidentyfikować mnie z nim w ręce.
Pewnym krokiem ruszyłam do stosika z nożami oraz włóczniami.
Stały przy nim już dwie osoby.
Niska, dobrze zbudowana dziewczyna, z krótko ściętymi czarnymi włosami, sięgającymi najwyżej do ramion. Rzuciła mi tylko przelotne spojrzenie, ale zauważyłam, że ma bardzo ładne niebieskie oczy. Wyglądała na sprytną i przebiegłą osobę.
Zapewne nie da się pokonać tak szybko.
Chłopak z którym rozmawiała, także był niski, ale za to okropnie chudy. Na jego kościstej twarzy założone były okrągłe okulary, a zza nich było widać małe zielone oczy, przypominające oczy u chińczyków. Jego fryzura wyglądała tak jakby właśnie przeszła ogromne tornado. Każdy z jego blond loków sterczał w inną stronę, a dodatkowo jego czupryna znacznie zasłaniała mu pole widzenia. Niewątpliwie był mądrym chłopakiem, możliwe, że zawarli sojusz.
Razem będą silniejsi.
Przeszłam obok Jennifer i Ryana (bo tak głosiły ich plakietki, przyczepione do stroju treningowego) i stanęłam przy broni, rozłożonej na metalowej ladzie.
Wybrałam sobie 6 pierwszych lepszych noży i stanęłam za czerwoną linią. Nacisnęłam na zielony guzik, a z sufitu zaczęły spadać manekiny. Jeden rzut. Pudło. Drugi rzut. Pudło. Trzeci rzut. Pudło. Czwarty rzut. Pudło. Piąty rzut. Trafienie w ramię. Szósty rzut. Prosto w brzuch.
Nie było tak, źle jak z łukiem, tym bardziej, ze tam celowałam do nieruchomych manekinów, a te cały czas były w ruchu. Trafienie w któryś z nich wymagało większej precyzji.
Nie zwracając uwagi na nikogo innego, sięgnęłam po włócznie.
Próbowałam trafić w któregoś z latających nade mną manekinów, lecz na 12 prób, trafiłam tylko 1 raz, w kostkę. Włócznie były znacznie cięższe i trudno było rzucać nimi daleko, a co dopiero trafnie. Wiedziałam, że Jennifer i Ryan cały czas mnie obserwują i pewnie w duchu śmieją się z moich umiejętności, ale na tą chwilę miałam to gdzieś. Nie mogłam być ze wszystkiego dobra.
Mimo tego, żeby uniknąć większych porażek dałam sobie spokój z włóczniami i postanowiłam porzucać jeszcze nożami, żeby nabrać większej wprawy.
Kilka razy spudłowałam, lecz większość rzutów była trafnych, raz trafiłam nawet w środek głowy. Uśmiechnęłam się.
W normalnych okolicznościach nie cieszyłabym się, że trafiłam kogoś w głowę, lecz Igrzyska zawsze zmieniały ludzi.
W mniejszym, czy większym stopniu. Było to nieuniknione, jedyne co można było zrobić, to starać się przeżyć z jak najmniejszą ilością ludzkich żyć na sumieniu. To mój cel i zamierzam go osiągnąć.
Mogą zmienić mnie w jakiś sposób, ale nie zrobią ze mnie potwora. Nie stanę się taka jak oni, nie będę kolejnym pionkiem w ich grze.
Postaram się wygrać, ale nie takim kosztem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz