Kobieta uśmiechnęła się lekko i oznajmiła głośno:
- Ellen Pierce.
Zastygłam
w bezruchu. Stałam na środku, a tłum przede mną rozstąpił się, aby ułatwić mi
przejście na scenę.
Nie mogłam w to uwierzyć. Wiele razy myślałam nad tym jak to będzie, kiedy mnie wybiorą, ale nigdy nie myślałam, że może się to stać naprawdę. Mimo tego, że w głowie miałam obmyślonych setki scenariuszy, nie umiałam skonfrontować się z tą sytuacją.
Popatrzyłam na rodziców stojących na samym końcu. Mama płakała, z twarzą zwróconą w moją stronę, a tata zaczął krzyczeć.
- Nie! Nie odbierajcie mi kolejnego dziecka!
Wpadł w szał. Podszedł do leżących za nimi skrzynek i zaczął je kopać. Następnie wziął jedną z nich do rąk i rzucił w stronę sceny.
- Nienawidzę was! – krzyczał coraz głośniej, nie mogąc odzyskać panowania nad sobą. Jego krzyk powoli przeradzał się w donośny szloch.
Nie mogłam na to patrzeć. Modliłam się, aby to wszystko był tylko sen, głupi żart. Żeby kobieta z Kapitolu powiedziała, że źle odczytała nazwisko, albo żeby ktoś zgłosił się na trybuta za mnie. Niestety nic takiego się nie wydarzyło.
Zamiast tego Strażnicy Pokoju podbiegli do mojego taty i zaczęli go uspokajać. Nawet nie chcę myśleć co by się stało gdyby dzisiejszą zmianę miał ktoś inny. Pewnie kazaliby go wychłostać za wprowadzenie niepokoju. Na szczęście, dzisiaj porządku pilnował w miarę zaprzyjaźniony z mieszkańcami 9 dystryktu Strażnik, więc tylko wziął tatę pod ramię i wyprowadził go z placu.
- Ellen? – odezwała się w końcu kobieta z Kapitolu – Możemy prosić?
Nieznacznie kiwnęłam głową i na miękkich nogach ruszyłam w stronę sceny, wpatrywały się we mnie setki oczu. Widziałam w nich współczucie. Każdy znał historię Alana, a teraz przeżyje ją i ja.
To dlaczego do cholery nie zgłosił się nikt na ochotnika? – mój mózg krzyczał, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Nienawidziłam ich, nienawidziłam ich wszystkich. Zmusili rodziców to przechodzenia tego samego przez co przechodzili osiem lat temu.
Teraz zostaną sami, bez ani jednego dziecka w domu. Nie umiałam tego wybaczyć tym wszystkim osobom, które posyłały mi spojrzenia pełne smutku i troski, jakby naprawdę przejmowały się moim losem.
Kiedy przerwałam swoje rozmyślenia, na scenę właśnie wchodził wysoki chłopak. Miał dosyć ciemną oliwkową karnację, tak jak ja oraz duże zielone oczy, które przez cały czas wpatrywały się we mnie. Jego burza czarnych włosów, była rozwiewana przez wiatr na wszystkie strony. Określiłabym go przymiotnikiem: przystojny, gdyby nie to, że dobrze znałam tego chłopaka.
To mój prześladowca ze szkoły, o rok starszy, bardzo lubi pastwić się nad młodszymi, bezbronnymi dziewczynami (czytaj: ja).
Dupek. Nic dodać nic ująć, nie mogłam uwierzyć swojemu pechowi. Nie dość, że trafiam na arenę by zginąć, to jeszcze z nim, z Aleksem Payes. Takiego scenariusza nie przewidział nawet największy pesymista w Panem.
Nie mogłam już patrzeć na ten koszmar, nie mogłam znieść widoku mojego życia, które w jednej chwili całkowicie się zawaliło. Zrobiłam więc to, co było chyba najlepszym wyjściem w mojej sytuacji. Zemdlałam.
Oczywiście nie zrobiłam tego specjalnie, tak zareagował mój organizm, który nie jest przyzwyczajony do tylu emocji. Jestem mu wdzięczna, że wybawił mnie od dalszego ciągu przedstawienia.
Był tylko jeden ogromny minus, którego nie mogłam ścierpieć.
Przez mój wypadek, nie pożegnałam się z rodzicami. Nie było tyle czasu by czekać aż się obudzę, więc od razu władowali mnie do pociągu. Nie miałam okazji podziękować im za piękne dzieciństwo, które mi oferowali. Byli najlepszymi rodzicami jakich mogłam sobie wymarzyć. To nie ich wina, że państwo odebrało mi brata i tym samym skazało na 8 lat cierpienia. Oni robili wszystko by było mi jak najlepiej w życiu.
Nie zdążyłam im powiedzieć jak bardzo ich kocham i na pewno już nigdy nie będę miała okazji by wypowiedzieć te słowa… do kogokolwiek.
Nie mogłam w to uwierzyć. Wiele razy myślałam nad tym jak to będzie, kiedy mnie wybiorą, ale nigdy nie myślałam, że może się to stać naprawdę. Mimo tego, że w głowie miałam obmyślonych setki scenariuszy, nie umiałam skonfrontować się z tą sytuacją.
Popatrzyłam na rodziców stojących na samym końcu. Mama płakała, z twarzą zwróconą w moją stronę, a tata zaczął krzyczeć.
- Nie! Nie odbierajcie mi kolejnego dziecka!
Wpadł w szał. Podszedł do leżących za nimi skrzynek i zaczął je kopać. Następnie wziął jedną z nich do rąk i rzucił w stronę sceny.
- Nienawidzę was! – krzyczał coraz głośniej, nie mogąc odzyskać panowania nad sobą. Jego krzyk powoli przeradzał się w donośny szloch.
Nie mogłam na to patrzeć. Modliłam się, aby to wszystko był tylko sen, głupi żart. Żeby kobieta z Kapitolu powiedziała, że źle odczytała nazwisko, albo żeby ktoś zgłosił się na trybuta za mnie. Niestety nic takiego się nie wydarzyło.
Zamiast tego Strażnicy Pokoju podbiegli do mojego taty i zaczęli go uspokajać. Nawet nie chcę myśleć co by się stało gdyby dzisiejszą zmianę miał ktoś inny. Pewnie kazaliby go wychłostać za wprowadzenie niepokoju. Na szczęście, dzisiaj porządku pilnował w miarę zaprzyjaźniony z mieszkańcami 9 dystryktu Strażnik, więc tylko wziął tatę pod ramię i wyprowadził go z placu.
- Ellen? – odezwała się w końcu kobieta z Kapitolu – Możemy prosić?
Nieznacznie kiwnęłam głową i na miękkich nogach ruszyłam w stronę sceny, wpatrywały się we mnie setki oczu. Widziałam w nich współczucie. Każdy znał historię Alana, a teraz przeżyje ją i ja.
To dlaczego do cholery nie zgłosił się nikt na ochotnika? – mój mózg krzyczał, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Nienawidziłam ich, nienawidziłam ich wszystkich. Zmusili rodziców to przechodzenia tego samego przez co przechodzili osiem lat temu.
Teraz zostaną sami, bez ani jednego dziecka w domu. Nie umiałam tego wybaczyć tym wszystkim osobom, które posyłały mi spojrzenia pełne smutku i troski, jakby naprawdę przejmowały się moim losem.
Kiedy przerwałam swoje rozmyślenia, na scenę właśnie wchodził wysoki chłopak. Miał dosyć ciemną oliwkową karnację, tak jak ja oraz duże zielone oczy, które przez cały czas wpatrywały się we mnie. Jego burza czarnych włosów, była rozwiewana przez wiatr na wszystkie strony. Określiłabym go przymiotnikiem: przystojny, gdyby nie to, że dobrze znałam tego chłopaka.
To mój prześladowca ze szkoły, o rok starszy, bardzo lubi pastwić się nad młodszymi, bezbronnymi dziewczynami (czytaj: ja).
Dupek. Nic dodać nic ująć, nie mogłam uwierzyć swojemu pechowi. Nie dość, że trafiam na arenę by zginąć, to jeszcze z nim, z Aleksem Payes. Takiego scenariusza nie przewidział nawet największy pesymista w Panem.
Nie mogłam już patrzeć na ten koszmar, nie mogłam znieść widoku mojego życia, które w jednej chwili całkowicie się zawaliło. Zrobiłam więc to, co było chyba najlepszym wyjściem w mojej sytuacji. Zemdlałam.
Oczywiście nie zrobiłam tego specjalnie, tak zareagował mój organizm, który nie jest przyzwyczajony do tylu emocji. Jestem mu wdzięczna, że wybawił mnie od dalszego ciągu przedstawienia.
Był tylko jeden ogromny minus, którego nie mogłam ścierpieć.
Przez mój wypadek, nie pożegnałam się z rodzicami. Nie było tyle czasu by czekać aż się obudzę, więc od razu władowali mnie do pociągu. Nie miałam okazji podziękować im za piękne dzieciństwo, które mi oferowali. Byli najlepszymi rodzicami jakich mogłam sobie wymarzyć. To nie ich wina, że państwo odebrało mi brata i tym samym skazało na 8 lat cierpienia. Oni robili wszystko by było mi jak najlepiej w życiu.
Nie zdążyłam im powiedzieć jak bardzo ich kocham i na pewno już nigdy nie będę miała okazji by wypowiedzieć te słowa… do kogokolwiek.
Świetnie opisujesz emocje, podoba mi się :)
OdpowiedzUsuń20 yrs old Human Resources Assistant IV Dolph Ducarne, hailing from Cottam enjoys watching movies like "World of Apu, The (Apur Sansar)" and Watching movies. Took a trip to Kasbah of Algiers and drives a Ferrari 250 GT LWB Berlinetta Tour de France. przejsc na strone
OdpowiedzUsuń